Sztuka i  śmierć. Bardzo namacalna

Sztuka i  śmierć. Bardzo namacalna
Zbieram się i zbieram, żeby napisać o wystawie, którą widziałam w styczniu. I pozbierać się nie mogę. Ale może się uda. Wystawa nowi tytuł “Art AIDS America” i zostawiła we mnie ślad bardzo głeboko.

Nadarzyła się okazja, by zobaczyć wystawę z kilku powodów. Pan P. robił zdjęcia, wstęp był za darmo – i to na tak dużą wystawę, która w dodatku miała problem, żeby trafić do sławnych muzeów – no i samo miejsce. Zwie się ono Alphawood Gallery, mieści przy Halsted i Fullerton i było kiedyś bankiem. A teraz zostało przestrzenią z możliwościami. A przede wszystkim, jeśli jest się urodzonym pod koniec lat 70-tych lub na początku 80-tych, to temat jest czymś, obok czego się dorastało. Kawałek historii.

Wystawa jest zapisem czasów z przeszłości, początków zmagania z epidemią AIDS/HIV, aż po naszą współczesność. Początek, to lata 80-te dwudziestego wieku. Pamiętam ten czas. To piętnowanie ludzi chorych, ten strach i te teorie wygłaszane przez niektórych… Miałam wtedy kilka – kilkanaście lat, MTV w domu, trochę CNN i BBC, znajomość angielskiego, która pozwalała się z grubsza orientować co mówią, strach, ale też poczucie “że nas to nie dotyczy” i gdzieś tam kołatający się w głowie fragment myśli, że przecież tym chorym trzeba pomóc, że musi być jakieś lekarstwo…

Pamiętacie 1993 rok i ten film?

To wydaje się tak dawno temu… Teraz wiele się w temacie zmieniło. Jest lekarstwo, które pozwala ludziom z tym wirusem żyć. Umieralność zmalała, nie ma już takich oczywistych oznak zewnętrznych tej choroby (o wielu dowiedziałam się z wystawy!), ludzie nauczyli się trochę z tym wirusem obok żyć, choć pewnie tym, którzy z wirusem żyją nie jest łatwo. Jest Magic Johnson, który przyznał się publicznie do życia z wirusem, ale są też rzesze anonimowe, które z tą wiadomością żyją same dla siebie. Choć widziałam raz chłopaka tutaj w Uptown, na skrzyżowaniu niedaleko domu, gdzie mieszkam, który stał z kartonem – żebrał. Na kartonie miał napisane, że jest nosicielem wirusa HIV i zbiera na życie… I pomyślałam sobie wtedy, że miał odwagę – kilkanaście lat temu nie do pomyślenia.

Pamiętam jeden z odcinków Oprah Show z końcówki lat 80-tych o takim małym miasteczku, gdzie mieszkaniec okazał się nosicielem HIV. A ludzie prawie go za to zlinczowali. Znalazłam info o tym odcinku TUTAJ. Wtedy odcinki show transmitowała polska telewizja nawet…

Poszłam więc zobaczyć wystawę, o której myślałam, że wiem czego się spodziewać i wiem, że nie będzie to łatwa i miła wizyta…

Nie była. To jest wystawa o wielkim bólu i fizycznym i psychicznym – i to nie tylko tych, którzy zarazili się wirusem, ale też i tych, którzy są ich bliskimi. I kawałek tego bólu zostaje w każdym z widzów nawet, jeśli nie stoją ani po jednej, ani po drugiej stronie. Na tej wystawie panuje cisza.

Chicałabym mieć trochę wolnego czasu, żeby móc w tym temacie wreszcie coś zrobić. Tutaj w Uptown prężnie działa organizacja, która pomaga osobom chorym. Mogłabym zostać wolontariuszem. Taka drobnostka. Ale nie mam czasu pracując po 14 godzin dziennie… Wierzę, że kiedyś się uda POMÓC. Bo w tym temacie to jest dla mnie słowo kluczowe.

Zdjęcia/Photos: ©ewamalcher.com | All Rights Reserved

 

Advertisements