Dzięki za…

Dzięki za…

Lubię Thanksgiving czyli Święto Dziękczynienia. Mimo, że to ponoć święto, które ustanowiono na pamiątkę niezbyt chlubnych poczynań białego człowieka na amerykańskiej ziemii. Dla mnie to bardziej jak polska wigilia. Tyle, że przy stole nad indykiem nie zasiada rodzina, bo wszyscy daleko. Ale zasiadają przyjaciele. Choć w tym roku trafił się i motyw rodzinny, bo akurat w Chicago jest córka mojego kuzyna :) Ale jak dotąd ten nasz stół pustką nie świeci. Więc jest za co dziękować.

I nie będę tu na siłę dorabiać jakichś ideologii i silić się na super mądrą. Po prostu lubię klimat tego czwartku. Od prawie zawsze udaje mi się go zacząć od parady w downtown. Choć z roku na rok ta parada to coraz większa porażka, jeśli chodzi o znikanie dużych balonów, które dotąd były jej atrakcją… W tym roku zobaczyłam połowę parady i doliczyłam się tylko dwóch balonów, które… jechały na platformach :(

fot.Ewa Malcher/ewamalcher.com
fot.Ewa Malcher/ewamalcher.com
fot.Ewa Malcher/ewamalcher.com
fot.Ewa Malcher/ewamalcher.com

Na pocieszenie, to nie padał śnieg i byłam w normalnych butach, a nie w zimowych, co raczej rzadko się zdarza podczas Thanksgiving Day Parade.

Po świątecznym czwartku zawsze jest słynny Black Friday, czyli naród rusza szturmować sklepy. Co niektóre otwierają się już w czwartek o 5-6 po południu. Co mnie wkurza. Bo pracownicy mają przecież rodziny, przyjaciół i może ktoś by im pozwolił spędzić chociaż to święto z nimi. Kilka godzin bez kupowania nie da rady wytrzymać??

Ja nigdy nic w Black Friday nie kupuje, nie latam po sklepach. Nie mam tego dnia wolnego, więc i w tym roku po 6am wyruszyłam do pracy jak co dzień. W autobusie i pociągu było tylko luźniej.

A po pracy do parku milenijnego i początek piątkowych koncertów kolęd pod “Fasolką” czyli to już ta pora na Caroling at Cloud Gate. Tym razem trzeba się tylko było przedrzeć przez ten tłum obwieszony siatami, który przewalał się po downtown. Dałam radę :)

Jako pierwsi z kolędami i piosenkami świątecznymi zaprezentowali się After School Matters: The I.A. Music Program (Inspiration.Aspiration.Music). Nie było najgorzej, tylko trochę za cicho jak na mój gust. Ale może źle sobie stanęłam. W następny piątek trzeba będzie szybciej się tam zjawić.


Tak to mniej więcej brzmiało i wyglądało. Nakręcone telefonem komórkowym. Ale to taka mała świąteczna tradycja.

Za to dziś – w sobotę, po święcie dziękczynienia – postanowiliśmy wyruszyć do Lincoln Park Zoo na festiwal światełek. Normalnie bym tego nie zrobiła, bo tam zawsze porażka z parkingiem i tłumem ludzi, ale ze względu na gościa w domu wyruszyliśmy. Po dwóch godzinach jeżdżenia po okolicy, a w zasadzie stania w korkach, udało nam się dotrzeć na parking zoo, ale stwierdziliśmy – patrząc na tłum – że raczej podziękujemy. Wpadniemy w tygodniu. Gościowi zostaje jeszcze poniedziałek i wtorek na wycieczki, to się uda :)

Na pocieszenie zawitaliśmy na późny obiad do Pokiology. I to była najlepsza nagroda za to jeżdżenie bez sensu po Lincol Park…

wp-image-628095432jpg.jpg
fot.Ewa Malcher/ewamalcher.com

 

Advertisements